Brytyjczycy już dawno znudzili się „zwykłymi" prezentami. W krok za nimi idą mieszkający na Wyspach Polacy. Właśnie odkrywają, że zamiast włóczyć się całą sobotę po centrum handlowym, można spędzić dzień testując najlepsze wina świata, a zamiast fundować przyjaciołom w prezencie ślubnym kolejne posrebrzane sztućce, można zapewnić im niezapomniane wrażenia podczas skoków ze spadochronem. Internetowe serwisy, z których najpopularniejsze to Buy a Gift (czyli Kup Prezent) i Lastminute.com , przychodzą z pomocą i tym, którzy chcą niekonwencjonalnie spędzić czas, i tym, którzy szukają niebanalnego prezentu.
Kasia, kelnerka z Londynu, jest wielką fanką obu witryn. Razem ze swoim chłopakiem spędzili już romantyczny weekend w Paryżu, skakali na bungee i nagrali piosenkę w profesjonalnym studio nagraniowym.
- Zaczęło się od Paryża - mówi Kasia - Marcin, mój chłopak, chciał mi zrobić niespodziankę z okazji naszej rocznicy. Udało mu się znaleźć naprawdę fajną ofertę z szampanem w pociągu, obiadem na wieży Eifela i wieczorem w teatrze. To był najbardziej romantyczny weekend w moim życiu. Kiedy zbliżały się urodziny Marcina, zamiast kupować mu kolejną płytę czy bluzę, zabrałam go na skoki. Tych urodzin na pewno długo nie zapomni.
Dla niej, dla niego, dla nich...
Ilość prezentów, które można kupić za pośrednictwem wspomnianych serwisów może przyprawić o ból głowy. Żeby klient nie zniechęcił się, zanim jeszcze zostanie zachęcony do zakupu, wirtualny sprzedawca robi wszystko, żeby ułatwić mu sprawę. Prezenty podzielono na różnorodne kategorie. Są oferty przygotowane specjalnie dla niej (jakaż to wygoda dla wszystkich mężów i narzeczonych, którym do tej pory nie udało się wymyślić bardziej oryginalnego prezentu niż butelka perfum) i dla niego (niezdecydowane dziewczyny wreszcie mogą naprawdę zrobić przyjemność swoim facetom), dla wielbicieli sportów ekstremalnych i dobrej kuchni, dla tych, co kochają tradycję i dla snobów. Czyli - dla każdego coś miłego. Oczywiście można też jednym kliknięciem myszki posortować prezenty po cenie. I znów - znajdzie się coś na kieszeń studenta i milionera. Już za 12.99 funtów można kupić zestaw do hodowania własnego drzewka bonsai, a za - bagatela - 4500 funtów przez tydzień we dwoje uczyć się gotowania w Toskanii. Jest też specjalna kategoria dla niezdecydowanych.
Edyta i Rafał dostali zaproszenie na ślub i wesele kolegi Rafała z pracy. - Nie znaliśmy się wtedy zbyt dobrze, chociaż zdążyliśmy się już polubić - mówi Rafał - wiedziałem, że Chris uwielbia grać w golfa, ale nie miałem pojęcia, co lubi jego narzeczona. Zdecydowaliśmy się kupić im w prezencie voucher, pozwalający na wybór jednego z dziesięciu różnych prezentów. Wśród nich znalazł się dzień na ekskluzywnym polu golfowym, bilety do teatru, skok ze spadochronem i kurs ogrodnictwa. Wybrali dzień w spa i serię masaży dla dwojga. - Chyba byli zadowoleni z prezentu - dodaje Edyta - większość gości kupiła im prezenty ze ślubnej listy w John Lewis, czyli garnki, miksery i ręczniki. Na pewno bardzo im się przydadzą, ale nasz prezent chyba zapamiętają na dłużej.
Oryginalny banał?
Według Słownika Języka Polskiego oryginalny to taki, który odbiega od tego, co jest powszechnie znane lub przyjęte. Serwisy oferujące niecodzienne prezenty wciąż jeszcze mieszczą się w tej kategorii, ale jest tylko kwestią czasu, kiedy nawet loty balonem spowszednieją ich klientom. Dlatego witryny prześcigają się w coraz dziwniejszych pomysłach. I tak, można:
Za jedyne 25 funtów (przecenione z 30) kupić sobie tytuł prawdziwej angielskiej Lady lub Lorda. Prawo do używania tytułu nabywa się dzięki kupieniu kawałka posiadłości Kincavel w Szkocji.
Za 52 funty zaadoptować tygrysa.
Za 65 funtów nazwać gwiazdę imieniem ukochanej.
Za 99 funtów stworzyć swoje własne perfumy. 20-mililitrowa buteleczka zapachu jest wliczona w cenę.
Za 150 funtów zafundować sobie własną figurę woskową wykonaną przez pracowników muzeum Madame Tussauds.
Za 310 funtów wziąć udział w powietrznej bitwie spitfajerów.
Za 850 funtów oświadczyć się przy pomocy frunącego za samolotem baneru.
I tak dalej, i tak dalej... Na razie serwisom nie brakuje klientów. Najwyraźniej zapotrzebowanie na niecodzienne prezenty jest wciąż duże. A może do głosu dochodzi tu zapotrzebowanie na... wygodę?
- Wreszcie nie muszę się głowić, co zafundować w prezencie mojej dziewczynie i zastanawiać się, czy kolor apaszki przypadnie jej do gustu - mówi Piotr, informatyk z Londynu. Dostaje pięknie opakowany voucher do spa i skacze do góry z radości, że wreszcie traktuję ją jak damę. Cieszyła się też z profesjonalnej sesji fotograficznej. Dziewczyna Piotra, Anka, podchwyciła jego pomysł. - Idę na łatwiznę i jednym kliknięciem myszki kupuję mu przejażdżkę quadem po błocie, albo kurs testowania whisky, a on cieszy się jak dziecko.
Serwisy z niebanalnymi pomysłami mają już kilkuletnią tradycję. Wydaje się, że formuła może niedługo się wyczerpać. Ciekawe, co teraz wymyślą internetowi spece od marketingu?
Autor tekstu: Magdalena Gignal
Źródło: londyn.gazeta.pl
powrót do kategorii Porady i artykuły