Londyn to miasto paradoksów. To jedno z najbardziej zaludnionych miejsc w Europie jest jednocześnie miejscem, w którym bardziej niż gdziekolwiek indziej odczuwa się samotność. Uczucie to wzrasta tym bardziej, jeśli znajdziemy się w miejscach ruchliwych, na ulicach, czy w okolicach pubów, itd. Czemu Londyn jawi się jako samotnia? Czemu właśnie tu odczuwa się brak bliskich nam osób, nawet, jeśli stoją obok nas?
Żyjąc w Londynie, z dala od rodzimych miast, miasteczek, swoich dzielnic, ulic, parków i sklepów, musimy budować swój nowy świat, próbując oszukać samych siebie, że jest on podobny do tego, za którym tęsknimy.
Ale jak zatem wytłumaczyć samotność wśród nierzadko znajomych, przyjaciół, mężów czy narzeczonych? Dlaczego potrafimy w środku zatłoczonej ulicy czuć się jak by nas wysiedlono na jakieś pustkowie?
Marek (25 lat) przyjechał do Londynu w maju 2007 roku, w dwa miesiące po nim dołączyła do niego jego dziewczyna, Karolina (26 lat). Oboje nie mogli w Polsce znaleźć pracy, dzięki której mogliby pozwolić sobie na wspólne zamieszkanie. Postanowili więc wyjechać do Londynu, pomimo ostrzeżeń przyjaciół, że jak to określił Marek: „ziemia obiecana to nie jest, ale Londyn da nam to, czego w Polsce na samym początku nie moglibyśmy otrzymać. Pracowałem jako przedstawiciel handlowy w jednej z firm cukierniczych i ledwo starczało mi, by móc pomóc rodziców w opłaceniu mieszkania. Nie było więc szans, by zamieszkać z Karoliną, a już mieliśmy dość spotykania się raz u mnie, raz u niej. Chcemy wsiąść ślub, ale oczywiście sytuacja finansowa nie pozwalała nam nawet zorganizować małego przyjęcia, tym bardziej ze Karolina ma liczną rodzinę. Chcieliśmy zatem spróbować życia w Londynie i oczywiście zarobić na wesele, a może i nawet na wkład na mieszkanie. Tylko, że nie wiedzieliśmy, że obraz wspólnego życia będzie się tak różnił, od tego jak to życie wygląda”.
Karolina pracuje jako barmanka w jednym z londyńskich pubów. Praca ta nie pozwala jej na częste przebywanie w domu. Marek pracuje w nocy w jednej z fabryk, gdzie produkuje się części do samochodów. Widują się bardzo rzadko.
- Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz spałam w nocy przy Marku. – żali się Karolina – Miałam nadzieję, że w Londynie zaczniemy żyć normalnie, jak prawdziwi narzeczeni. Mam ciężką pracę i czasem kiedy wracam, chciałabym wyżalić się Markowi, wypłakać. Ale jedyne co mogę zrobić, to położyć się spać i czekać aż wróci z pracy około 6 rano i wtedy przez chwilkę będziemy mogli pobyć razem, ale niestety, nie długo, bo Marek dosłownie pada ze zmęczenia na twarz.
Martyna (22 lata) przyjechała do Londynu dwa lata temu. Studia, które wybrała, okazały się dla niej pomyłką. Dlatego postanowiła zrobić przerwę i zastanowić się, co tak na prawdę chce studiować.
- Przerwa trwa już 2 lata. – dodaje – Ale myślę, że niebawem jak wrócę do Polski to pójdę na anglistykę.
Kiedy przyjeżdżała tu 2 lata temu, jej koleżanki „siedziały” już tu od roku.
- Początkowo dołączyłam do nich, ale ponieważ mieszkały za daleko od mojej pracy, byłam zmuszona poszukać innego mieszkania z jedną z koleżanek, która też pracowała, tam gdzie ja. – wspomina Martyna – To dzięki niej dostałam pracę i to ona postanowiła, że musimy się przeprowadzić. Początkowo sądziłam, że nasze kontakty się nie urwą, przecież jest metro, są autobusy, będziemy się widywać. Okazało się jednak to nie takie łatwe. Czasem jak wracam po pracy, nie mam ochoty nawet jeść, nie mówiąc już o wypadzie na drugi koniec miasta.”
Martyna i jej przyjaciółki częściej rozmawiają ze sobą przez telefon, niż na żywo. I jak podkreśla Martyna, to nie jest to samo, co siąść, wypić kawę i poobgadywać szefową.
Takimi historiami przepełniony jest Londyn. Nierzadko mieszkając pod jednym dachem z ukochaną osobą, odczuwa się jej brak, tęskni się, jakby jej nie było, bo czas i praca nie pozwalają na cieszenie się wspólnym życiem. A i szukając kogoś, kto pomoże przetrwać chwilę tęsknoty, natrafia się na problemy.
Paweł (25), mieszkający tu od 18 miesięcy, tyleż samo nie widział się ze swoją rodziną, ale nie odczuwa jej braku, bo jak podkreśla „rodzinę mam, zawsze mogę do nich zadzwonić, ale bardziej niż rodziny brakuje mi tu znajomych."
- Przyjaciół jest trudniej zdobyć w Londynie, bo ludzie są wiecznie zabiegani, nie mają czasu albo sił na wypady do pubu, czy do galerii. - analizuje Paweł - Ale problem też jest w tym, że często są zbyt pochłonięci zarabianiem pieniędzy, oszczędzaniem, czego skutkiem jest nie tylko brak czasu, ale kiedy ten czas jest, to z oszczędności nie wychodzą, nie żyją w Londynie, nie chcą poznać miejsca, do którego przyjechali. Brakuje mi właśnie takich ludzi, z którymi mógłbym wyjść po pracy, pogadać, ale nie o pieniądzach. Ciężko w Londynie znaleźć kogoś takiego.
Wystarczy wejść na polskie strony, dotyczące życia Polaków w Wielkiej Brytanii, żeby zobaczyć powtarzający się tekst <<czuję się samotny/a w tym wielkim mieście>>. Właśnie tak, tekstem o samotności, ludzie rozpoczynają swoje poszukiwanie przyjaciół, bądź miłości. „Gdy czytasz to po raz setny uzmysławiasz sobie istniejący tu problem, że to nie banał, ale rzeczywistość. Londyn to wielkie miasto przepełnione singlami, tu ludzie czują się samotni"- podkreśla Paweł.
Samotność to nic innego jak odczuwanie braku bliskości drugiego człowieka, a w im większym tłumie się znajdujemy, tym bardziej uzmysławiamy sobie naszą samotność. Wynika to z faktu, że znajdując się w nowym miejscu wszystko musimy zaczynać od początku- poznajemy miejsca, kulturę i obyczaje, a jak wiadomo, każda nowa sytuacja powoduje stres czy strach. Potrzeba bliskości drugiego człowieka powoduje złagodzenie tych stanów. Jednak jeśli nawet mając bliską osobę, nie ma się możliwości (a przyczyn może być wiele, np. brak czasu) na dzielenie się swymi problemami, to wtedy samotność wzrasta, bo nie jest umożliwiony kontakt z daną osobą.
W Londynie czas szybko płynie, praca, dom, praca, mija tydzień po tygodniu. Każdy z nas obarczony wieloma obowiązkami, czasem zapomina o potrzebach drugiej osoby, będąc pochłoniętym własnymi sprawami. Dzieje się tak w związkach, wśród przyjaciół, zatem może czas pomyśleć, by zapytać dziś swego partnera \męża \ przyjaciółkę - jak się czuje, czy nie potrzebuje naszej pomocy... Wtedy i im i nam będzie łatwiej przetrwać, często niełatwe chwile w Londynie. W mieście ludzi zabieganych i osamotnionych. Bo czyż nie łatwiej przetrwać tydzień pracy, kiedy wie się, że w wolny dzień można w końcu oderwać się od swoich obowiązków i pójść na spacer wzdłuż Tamizy z kimś, przy kim czujemy się szczęśliwi? A czy w Dublinie macie do kogo się przytulić idąc wieczorem bulwarem nad Liffey? No właśnie...
powrót do kategorii Porady i artykuły
Autor: ela
(2010-03-12 o godz. 13:41)
Zgadzam sie w 100% z tym artykulem!ja jestem w Londynie od 5 lat,mam meza i synka.Siedze w domu bo zajmuje sie dzieckiem,i rowniez jestem sama calymi dniami..moj maz wraca wieczorem z pracy,i tez jest zmeczony...Pomimo tylu polakow,i polek ciezko sie z kims zaprzyjaznic w parku,czy na ulicy.w poblizu mam kilka kolezanek,ale one nie maja czasu by sie spotakc,nie mowiac by mnie zaprosily do siebie na kawe.Ja nie lubie sie narzucac.Prubowalam sama to robic,bez odzewu,daltego pozostaja mi samotne spacery z dzieckiem.Dlatego nie lubie nadal tego miasta,ze jest tu takie uczucie samotnosci w tlumie,anonimowosci.Ludzie sie izoluja od siebie.My pomimo tylu lat pobytu tu,nie posiadamy przyjaciol:(Polacy sa glownie zagonieni,i chca rozmawiac tylko o kasie.Mam sasiadke,singielke,ktora zasypia przy glosno wlaczonym telewizorze(bo slyszymy ja)jest samotna...slychac ten telewizor w nocy.Smutne ale prawdziwe..:(
Autor: andrzej
(2011-03-27 o godz. 17:43)
nie wolno mieszkac w tak duzych miastach.to makbra i gupota.amen
Autor: paulina
(2012-01-03 o godz. 15:36)
Witam calkowicie zgadzam sie z artykulem nie uwazam ze powinno sie zadawac tylko z polakami w angli to jest cos co nas ogranicza nie uwazam ze polacy w angli sa szczerzy wrecz przeciwnie nie mozna na nich liczyc wcale...Radze polakom nauczyc sie angielskiego i trzymac z anglikami bo lepiej sie na tym wychodzi..nie ma nic gorszego niz tesknota za codziennoscia...za tymi glupotami ktore nigdy juz nie wroca,bo wyjazd tutaj jest jak ''ONE WAY TICKET'' ......