Duża mieszanka, duże zamieszanie
Anna, anglistka z 20 letnim stażem przyjechała do Anglii z nadzieją na prace w swoim zawodzie. I choć taką znalazła to wytrzymała tylko 6 miesięcy. Jak mówi rzeczywistość angielskiej szkoły przerosła nie tylko jej najśmielsze oczekiwania, ale i ją samą. Pierwsze wrażenie? Fantastycznie wyposażone sale dydaktyczne, materiały pomocnicze o których w Polsce mogła tylko śnić a poza tym całkiem dobre wynagrodzenie. No i do tego jeszcze ta mieszanka kulturowa! Jak się wkrótce okazało to ona właśnie przysporzyła Annie najwięcej kłopotów. Angielskie szkoły są bardzo dynamiczne, a praca z mniejszościami etnicznymi oraz małymi uchodźcami nieprzewidywalna.
- Nie zdarzyło mi się, abym w ciągu chociażby jednego tygodnia coś nie zmieniło mojego planu lekcji. Tu każdy dzień jest inny, dla jednych może to być plusem ale ja lubię stabilizacje, lubię jak wszystko jest poukładane i zapięte na ostatni guzik - mówi Anna. - Mój perfekcjonizm także bardzo przeszkadzał mi w pracy - opowiada. - Wiele raz do szkoły przyjmowane były dzieci uchodźców którzy nie mieli stałego zakwaterowania. Po przeprowadzeniu procesu wprowadzenia, zamieszaniu związanym ze znalezieniem odpowiedniego tłumacza, zakupieniu materiałów i słowników oraz przygotowaniu indywidualnego planu nauczania okazywało się, że uczeń był przenoszony do szkoły w innej dzielnicy ponieważ właśnie tam jego rodzice otrzymali mieszkanie.
Anna co prawda nadal uczy ale teraz już jako nauczycielka w polskiej szkole w Londynie.
Żelki bez wieprzowiny
Zupełnie innego zdania jest Iza, która mieszka w Wielkiej Brytanii od prawie 2 lat i jest zafascynowana swoją pracą. O pozycji asystentki nauczyciela dowiedziała się przez przypadek, dzięki koleżance z Polski, której córka uczęszcza do angielskiej szkoły.
- Nigdy tak do końca nie chciałam pracować w szkole - mówi Iza. - Na studia nauczycielskie trafiłam trochę przypadkiem i po otrzymaniu dyplomu zarzekałam się, że uczyć nigdy nie będę.
Wyjeżdżając z kraju Iza nie miała zbyt wielu możliwości wyboru, chociaż świetnie znała język nie potrafiła znaleźć dla siebie miejsca w żadnej pracy. Po 3 miesiącach ciężkiej harówki w barze zaczęła żałować decyzji o opuszczeniu kraju. To właśnie wtedy dowiedziała się od koleżanki, że w jednej ze szkół w jej dzielnicy poszukiwana jest asystentka mówiąca biegle po angielsku oraz ... po polsku! Choć nie była do końca przekonana to jednak dała się namówić. Czy żałuje? Absolutnie nie! Jak mówi to jedno z najbardziej wartościowych doświadczeń jej życia. - Praca z dziećmi oraz rodzicami z różnych krajów jest jak podróż dookoła świata - zachwyca się. Iza taką "podróż" odbywa przynajmniej raz dziennie. Dzieci w jej szkole (jak i większość szkół w Londynie) mówią łącznie prawie 60 różnymi językami.
- Ta praca nauczyła mnie pokory, szacunku dla innych wyznań i kultur a przede wszystkim sprawiła, że po raz pierwszy poczułam się dumna z tego, że jestem Polką - mówi. - Jednym z moich pierwszych zadań było przygotowywanie pokoju do modlitwy w trakcie Ramadanu, który jest świętym miesiącem wyznawców Islamu. Zakres moich obowiązków odbiegał daleko od zwykłych zajęć pedagoga. Z kolei trakcie urodzin uczniów, w klasie musiałam nie tylko dopilnować, aby dzieci nie zjadły czegoś na co są uczulone ale również upewniać się, że na przykład żelki były halal, co znaczy dozwolone w świetle szariatu, czyli żeby nie zawierały wieprzowej żelatyny. Choć rzeczy te wydawać się mogą banalne, nauczenie się ich zajmuje dużo czasu. Trzeba wyrobić w sobie pewnego rodzaju wrażliwość i otwartość na inne kultury. I nie chodzi tutaj o to aby nie być rasistą ale przede wszystkim o to, aby przez przypadek lub swoją niewiedze nie zrobić komuś przykrości.
Języki, których nie ma
Czasami nauczyciele trafiają też na zadania na miarę agenta jej królewskiej mości. Marta, nauczycielka i tłumaczka pracowała nad językami wymyślonymi przez dzieci. Kiedy zaczynałam swoją prace miałam grupę uczniów ze Słowacji, Polski i Ukrainy. Ponieważ żadne z dzieci nie mówiło jeszcze po angielsku w trakcie zajęć porozumiewaliśmy się głównie wykorzystując podobieństwo naszych ojczystych języków. W grupie był między innymi słowacki Rom, który nie umiał ani czytać ani pisać. Jego bardzo uczynna koleżanka z Ukrainy postanowiła pomóc mu w napisaniu wypracowania. On dyktował po słowacku, ona pisała, tylko, że jak się okazało - cyrylicą. Tłumaczenie tekstu na angielski było nie lada wyzwaniem!
Dla nauczyciela zdobywającego wiedzę i doświadczenie w Polsce zderzenie z realiami londyńskiej szkoły jest obezwładniające wręcz surrealistyczne. Katarzyna pracuje w Londynie od ponad 2 lat. W tym czasie zdarzały się jej najróżniejsze przygodny:
- Dyrektor szkoły traktował mnie jako specjalistkę od języków wschodnich, wszystkich na wschód od Wielkiej Brytanii - żartuje Kasia. - Kiedyś wezwał mnie do siebie w piątek po lunchu i zapytał czy mówię po rumuńsku, kiedy odpowiedziałam, że nie. Popatrzył na mnie z niepokojem i zapytał "a jesteś w stanie nauczyć się do poniedziałku?". Spędziłam weekend studiując rumuńskie rozmówki po czym w poniedziałek rano okazało się, że ktoś w sekretariacie pomylił dokumenty i nowy uczeń wcale nie był z Rumuni, ale z Erytrei jedynym językiem jakim władał był Tigirini.
Nawet dla tych, którym wydaje się, że nie jedno już widzieli praca nauczyciela na Wyspach może okazać się dużym zaskoczeniem.
Źródło: londyn.gazeta.pl
Autor tekstu: Marta Piotrowska
powrót do kategorii Porady i artykuły