By opisywać Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, umownie dzielimy ich na fale emigracji. Widzę cztery takie główne ruchy, wykonane z Polski do Wielkiej Brytanii na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat: emigrację powojenną czyli żołnierzy i ich rodziny, które przyjechały na wyspy zaraz po II wojnie światowej, emigrację lat 80-tych głównie solidarnościową, będącą pokłosiem stanu wojennego, kiedy wielu ludzi zdecydowało się opuścić beznadzieję PRL-u, emigrację początku lat 90-tych, kiedy otwarte granice zachęciły co bardziej kreatywne jednostki do wyjazdu, oraz czwartą, najnowszą i największą falę, która zalała Wyspy po wejściu Polski do Unii Europejskiej i nieprzerwanie wlewa się nadal.
1990 - polscy biznesmeni
O ile wśród emigracji „postsolidarnościowej", przynajmniej w początkowej fazie ich rozglądania się po wyspie, była chęć włączenia się w mityczną, na kilometr pachnącą czynem patriotycznym, starą emigrację, o tyle w tych, którzy przyjechali tu po roku 1990, ta chęć występowała rzadko. Wielu z nich przyjechało tu jak normalni Europejczycy - z biedniejszego kraju, do bogatszego. Po pieniądze i lepszy standard życia. I znowu - większości się udało. Są troszkę krócej, więc i ich biznesy są często mniejsze. Ale własne. I liczące obroty w funtach, a nie w złotówkach. Mają szereg grzechów, jak wszyscy. Faktem jednak jest, że są to ludzie, którzy stoją zdecydowanie bliżej Polski i Polaków, którzy przyjechali tu po roku 2004. (Czy to dobrze dla tych ostatnich, to już inna kwestia. Bywa różnie, jak to w życiu.) Interesują się tym, co w kraju, nigdy nie byli od niego odcięci na dłużej - jak się zdarzało tym, którzy wyjechali przed i po Stanie Wojennym. Czy staną się ambasadorami Polski? Piłka jest w grze - rozgrywających znowu jest paru - w tym rządy i prawodawcy Polski i Wielkiej Brytanii.
2004 - szanse realnej integracji i wpływu
Na marsz Papieski w kwietniu ubiegłego roku na Trafalgar Square przyszło 20 tysięcy ludzi. Na wiec przeciwko podatkom w marcu bieżącego roku - kilka tysięcy. Na koncert Kultu w klubie „Asturia" 8 października w centrum Londynu weszło ponad 1500 osób. Dzień wcześniej na spotkanie z prezydentem Wrocławia Dutkiewiczem lista zaproszonych gości była ściśle wyselekcjonowana - powód ten sam - zbyt dużo chętnych, zbyt mała sala Instytutu Kultury Polskiej.... Za szybką integracją i wyłonieniem reprezentacji przez najnowszą falę emigracji, stoi jeden argument - statystyki - jest nas po prostu dużo. Z 30 tysiącami nawet najszlachetniejszych i najbardziej zasłużonych 80-letnich polskich patriotów nie musiał się liczyć żaden radny, poseł czy premier. Z milionem nawet najprostszych polskich pracowników w całej Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej musi się liczyć każdy rozsądnie myślący brytyjski polityk. Ale także polityk polski. Czy się to im podoba, czy nie. Poważną próbą wyłonienia takiej reprezentacji najnowszej fali emigracji, a przy okazji stworzenia platformy do współdziałania innych, lokalnych, polskich stowarzyszeń na terenie Wielkiej Brytanii, jest Stowarzyszenie „Poland Street". Czy się uda? Myślę, że w życiu należy postępować tak, jak postać grana przez Jacka Nicholsona w „Locie nad kukułczym gniazdem", żeby zawsze móc powiedzieć - „przynajmniej próbowałem".
Ale czy próba może się nie udać z pomocą Boga, jego emisariuszy na wyspach, emigracji powojennej i potencjale finansowym i intelektualnym polskich emigrantów wszystkich fal?
Zbigniew Drzewiecki
interia.pl

powrót do kategorii Porady i artykuły